Przejdź do treści

Od kuchni, czyli jak powstają kosmetyki Lush

Jeśli słowo „rękodzieło” kojarzy Ci się wyłącznie z wełnianymi swetrami, jarmarkami i platformą Etsy - pora spojrzeć szerzej. Każdego dnia, to właśnie zręczne dłonie naszych mistrzów produkcji tworzą, nadają kształt i dopracowują miliony produktów Lush.

Jeśli zapytasz współzałożyciela i dyrektora generalnego, Marka Constantine'a, odpowie bez wahania: to właśnie ręczna produkcja daje Lush gigantyczną przewagę nad konkurencją.

Mark wyjaśnia: „Nasz nietypowy model biznesowy, w którym to ludzie, a nie maszyny, tworzą produkty, jest unikalny i niesamowicie elastyczny. Kiedy inne firmy chcą wprowadzić zmianę w produkcji - na przykład zrezygnować z opakowań lub je ograniczyć - ponosi gigantyczne koszty, związane z dostosowaniem maszyn. W Lush po prostu rozmawiamy z naszymi pracownikami i zmieniamy cel działań. Jeśli w przyszłym tygodniu sprzedamy mniej kul do kąpieli, ale zauważymy, że rośnie sprzedaż szamponów w kostce, nasi ludzie po prostu zaczną robić więcej szamponów. Dla nas to proste. Ale brytyjski przemysł już tak nie działa, więc inne firmy mają związane ręce. Mamy niesamowicie “plastyczny” zespół i to jest wspaniałe!”.

Tworzone z troską

Z produktami Lush jest trochę jak z Twoim ulubionym jedzeniem - podczas tworzenia wymagają kontrolowanych warunków i mnóstwa czułości. Połączenie świeżych, aktywnych składników, kapryśnych olejków eterycznych oraz restrykcyjnej polityki świeżości (wszystkie produkty, poza kolekcją świąteczną, muszą opuścić fabrykę w ciągu 28 dni od ich produkcji) sprawia, że żadna maszyna nie byłaby w stanie poświęcić im tyle uwagi i serca, ile naprawdę potrzebują.

Jednak przełożenie pierwszych pomysłów na produkty, które można wytwarzać na większą skalę, to nie lada wyzwanie. I tu na scenę wkracza Mo Constantine - współzałożycielka Lush i twórczyni produktów, która spełniła dziecięce marzenie każdego fana książek Roalda Dahla: miała w rodzinie prawdziwą fabrykę czekolady. Jak sama mówi, to właśnie ta fascynacja od najmłodszych lat obudziła w niej żyłkę do produkcji. Na szczęście - bo to właśnie Mo przekształcała pierwsze, ziołowe kosmetyki swojego męża Marka w pełnoprawne produkty, które później trafiały na półki The Body Shop.

„Moja ciocia wyszła za mąż za kogoś z rodziny Needlersów, tych od czekolady”- wspomina Mo. „Kiedy byłam dzieckiem, jeździłam tam w odwiedziny i podglądałam, jak to wszystko działa. Pamiętam to bardzo wyraźnie: wielkie kadzie z płynną czekoladą i taśmy produkcyjne, po których jechały pojedyncze czekoladki. Często się zastanawiam, czy to nie stamtąd wzięło się moje zamiłowanie do produkcji. Dziś mam pełną świadomość, że kiedy ludzie odwiedzają naszą fabrykę, to może być jedyny raz, kiedy widzą takie miejsce od środka w ich życiu. Może ich to naprawdę zainspirować do pójścia tą drogą. Mnie osobiście niesamowicie kręciły słodycze i wyroby cukiernicze - i to wyraźnie widać w produktach Lush”.

Wiedza Mo okazała się kluczowa dla rozwoju marki i jej bazowaniu na świeżych, ręcznie robionych kosmetykach. Mo wyjaśnia: „Nasze produkty i surowce od zawsze wymagały delikatnego traktowania - od momentu opracowania formuły, przez produkcję i pakowanie, aż po wysyłkę do sklepów. Od początku zwracaliśmy też uwagę na to, z czego korzystamy. W pierwszych latach eksperymentowaliśmy na potęgę z naturalnymi materiałami, co w tamtych czasach uchodziło niemal za czarną magię! Szybko jednak zdaliśmy sobie sprawę, jak wiele genialnych składników można z powodzeniem zamknąć w kosmetykach. I to stało się naszą specjalnością”.

Dobre, bo świeże

Aby całkowicie zrezygnować z konserwantów lub ograniczyć ich ilość do absolutnego minimum, a przy tym dać klientom jak najbardziej skuteczne kosmetyki, Lush stawia na znacznie mniejsze, świeższe partie niż typowe firmy kosmetyczne. Wiąże się to również z krótszą datą ważności produktów.

„Nasze receptury od zawsze były proste i skuteczne” - kontynuuje Mo. „Bez ładowania tam potężnych dawek konserwantów. Składniki, których używamy, są zawsze najwyższej jakości, a z biegiem lat staliśmy się jeszcze bardziej wybredni, jeśli chodzi o olejki eteryczne. To jeden z powodów, dla których produkujemy nasze kosmetyki w ten właśnie sposób. Metoda ‘często, ale w małych ilościach’ idealnie nam pasuje. Może i nie jest to najbardziej opłacalne biznesowo podejście, ale u nas się sprawdza i daje nam przewagę nad konkurencją”.

Mo dodaje, że wyciągnęli też wnioski z czasów Cosmetics To Go - firmy, którą prowadzili jeszcze przed założeniem marki Lush. „Wielkie partie produkcyjne zmuszają do wielkich zakupów i gigantycznego magazynowania. Wszystko zaczyna puchnąć, a linia rozlewnicza musi nagle wypuścić dziesiątki tysięcy sztuk jednego produktu. Wyciągnęliśmy z tamtych czasów masę lekcji, ale najważniejsza z nich brzmi: jeśli produkujesz na masową skalę i popełnisz błąd, to konsekwencje też będą miały masową skalę”.

Zdolni ludzie

Niezależnie od tego, czy mówimy o wyciskaniu cytryn, krojeniu świeżych owoców, mieszaniu kadzi z masłem kakaowym, czy formowaniu kul do kąpieli - tworzenie każdego produktu Lush przypomina przygotowywanie wykwintnego dania. A jak wie każdy doświadczony szef kuchni: bez względu na to, ile razy trzymasz się tego samego przepisu, żadna partia nigdy nie będzie identyczna.

Kiedy weźmiesz do ręki produkt w słoiczku lub butelce, znajdziesz na nim charakterystyczną naklejkę z twarzą, która mówi, kto go stworzył, do kiedy należy go zużyć oraz - co jest kompletnym ewenementem w branży kosmetycznej - dokładna data produkcji. Jeśli wybierasz produkt „nagi” (bez opakowania), jak kula do kąpieli czy szampon w kostce, wszystkie te informacje są rejestrowane i kontrolowane przez sklep. Oznacza to, że każdą sztukę można przypisać do konkretnej osoby, która przygotowała daną partię w fabryce. Niektórzy z naszych stałych klientów mają nawet swoich ulubionych rzemieślników dla konkretnych produktów - próbowaliście już kultowego Ultrabland zrobionego przez Neva?

Droga do zdobycia własnej naklejki z twarzą w Lush wymaga sporego zaangażowania, o czym doskonale wie Ashley O’Sullivan, który porzucił karierę listonosza, by zająć się rozwojem pracowników w dziale produkcji. „W naszym dziale mamy mnóstwo różnych zadań i umiejętności, których muszą nauczyć się nowi pracownicy” - wyjaśnia. „Osoba szkoląca się, najpierw dowiaduje się od trenera, jak powstaje produkt, potem robi go z jego pomocą, następnie tworzy go samodzielnie pod czujnym okiem instruktora, aż w końcu może pracować całkowicie sama”.

„Każdy produkt wymaga innego procesu technologicznego, więc opanowanie całej produkcji w danym dziale to naprawdę wielkie osiągnięcie. Mamy też w zespole prawdziwych mistrzów produkcji, którzy pracowali w wielu różnych działach i mają ogromną wiedzę o wszystkich naszych procesach i kosmetykach”.

Ludzie przychodzą tu do pracy, ale zostają dla atmosfery. Ashley wyjaśnia: „W produkcji Lush jest naprawdę rodzinna. W firmie pracuje wiele rodzin i nikogo nie dziwi widok partnerów, rodziców czy dziadków w tym samym dziale. Jak na branżę produkcyjną, to naprawdę unikalny klimat. Mamy tu niesamowicie utalentowane osoby i liderów z prawdziwego zdarzenia - bo jedni i drudzy odpowiadają za sukces zespołu. Każdego roku wiele osób zmienia swoje role w strukturach fabryki. Wspaniale jest patrzeć, jak ich umiejętności i pewność siebie rosną z biegiem lat”.

Zróżnicowana załoga 

Serce produkcji Lush wciąż bije w Poole, czyli tam, gdzie wszystko się zaczęło, choć otwieranie kolejnych fabryk na świecie (np. w Chorwacji) pozwoliło na szybsze i sprawniejsze dostawy międzynarodowe. Mimo to w 2017 roku, fabryka w Poole obsługiwała aż 376 sklepów w 23 krajach (nie mówiąc o klientach zamawiających online). Jak na senne miasteczko w hrabstwie Dorset, wymagało to nie lada wysiłku i zaangażowania.

Mo wspomina: „Na początku 2000 roku zmagaliśmy się z brakiem rąk do pracy w Poole. W tym samym czasie, Europa przechodziła przez różne zmiany, a do Wielkiej Brytanii zaczęło przyjeżdżać wielu Polaków szukających stabilnego zarobku - i tak oto idealnie się dopasowaliśmy. Obecnie w Poole zatrudniamy blisko 1500 osób, z czego około połowa pochodzi z Polski oraz 52 innych krajów z całego świata. Te silne więzi z Polską dały naszemu biznesowi ogromną stabilność i pozwoliły nam udźwignąć tak dynamiczny wzrost”.

A jak wygląda kwestia parytetu płci, o którym tak głośno w przemyśle produkcyjnym? Szufladki są dobre na kalendarz adwentowy, a nie dla ludzi - i choć same statystyki nie oddają w pełni sytuacji osób niebinarnych lub tych, które nie chcą ujawniać swojej płci, najnowsze raporty z Wielkiej Brytanii napawają optymizmem. Podczas gdy dane brytyjskiego urzędu statystycznego (ONS) pokazują, że krajowy podział w produkcji to średnio 76% mężczyzn i 24% kobiet, brytyjska fabryka Lush może pochwalić się znacznie bardziej zbalansowanym zespołem, w którym kobiety stanowią aż 45% wszystkich pracowników. Lush jest dumny z bycia zróżnicowaną firmą, choć - jak zawsze - w tym temacie wciąż pozostaje wiele do zrobienia.

Rękodzieło to przyszłość

Co dalej? Lush zawsze mierzy wyżej, odważniej i… świeżej. Ręczna produkcja pozwala nam przesuwać granice tego, co możliwe w świecie kosmetyków, dlatego w najbliższym czasie nie spodziewajcie się u nas zautomatyzowanych “taśm” - zwłaszcza, że pasja do rzemiosła płynie w żyłach całej firmy.

Ashley podkreśla: „To, że robimy wszystko ręcznie, czyni nas wyjątkowymi i przekłada się na pasję oraz ekspercką wiedzę widoczną w gotowych produktach. Gdyby wszystko przejęły maszyny, stracilibyśmy mnóstwo kreatywności i serca, nie wspominając o stałych i sezonowych miejscach pracy dla lokalnych społeczności”.

Mo w pełni się z tym zgadza. „Dziś nasze produkty tworzą tysiące pracowników w siedmiu fabrykach na całym świecie: najlepsze, najświeższe formuły i innowacje, jakich świat kosmetyczny wcześniej nie widział. Mamy pełne prawo być z tego dumni”.

Strona główna - Od kuchni, czyli jak powstają kosmetyki Lush